sobota, 15 stycznia 2011

1


A zaczęło się tak niewinnie…nie, zaraz. Byłam zła, wściekła. Złość i nienawiść wzbierały się we mnie, niczym niszczycielska fala atakująca okręt. Byłam opętana. Łajdak! Palant! Wyzwiska przychodziły z taką łatwością. Kobieta przed okresem jest jednym, olbrzymim, czerwonym guzikiem, ładunkiem wybuchowym. Smsy od ciebie denerwowały jak nigdy, teraz, sama nie wiem dlaczego. Wtedy myślałam tylko jaką twoją część ciała wyrwałabym, rozerwała i zjadła. Och tak. Dlaczego to wszystko? Bo pragnęłam cię tak bardzo, a ty? Czemu zawsze droczysz się w taki sposób, że moja skóra skręca się boleśnie na mym całym ciele. Na co jednak były te nerwy. Chciałeś mnie tak samo jak ja ciebie. Może nawet bardziej. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardziej... Wezwałeś mnie do siebie, do swojej sypialni, którą wypełniał zapach twoich męskich perfum od Lacoste, które działają na tobie, niczym afrodyzjak. Wracając jednak do początku, tego desadowskiego wieczoru – zaczęło się niewinnie. Chciałam powiedzieć, ile złości we mnie uwolniłeś, ale już nie widziałam w tym sensu, ani nie miałam ochoty. Kolejny kobiecy absurd: złość tryska z nas niczym oranżada z wstrząśniętej butelki, dopiero co otworzonej, jednak wystarczy moment i wysychamy w oka mgnieniu, niczym wystawione na słońce. Przytulne jest mieszczenie się w absurdzie. Znowu uszło ci na sucho, zapomniałam czym jest złość, zawsze po krótkim czasie zapominam, zawsze zrobisz coś, przez co zapomnę. Poszedłeś zrobić zielonej herbaty, mogłaby nosić nazwę ‘’pożądanie’’, wiedziałabym wtedy, że mogę obwinić napój, za to co działo się potem. Herbata jednak była niewinna, na pewno, nazywała się ‘’sen leśny’’. Usiadłeś i poprosiłeś żebym podeszła bliżej, na stoliku leżało coś co przekonało by mnie, w obecnej chwili, do spełnienia twoich wszystkich żądań. Ty jednak nigdy nie żądasz, Twoja perswazja jest na doskonalszym poziomie, nie ma w niej nikczemności. Oboje wiemy że nie musisz i nie chcesz mnie do niczego zmuszać. Popatrzyłam się na ciebie jeszcze raz, trzymałeś już w ręku, narkotyki na które się tak czaiłam. Podałeś mi starannie zwiniętego skręta i odpaliłeś zapalniczką tak, żebym poczuła się jeszcze bardziej kobieca. Wciągnięta substancja rozpełzła się po całych płucach, wyścielała je i tuliła. W końcu wypuściłam kapryśny dym, który owinął się wokół moich podwiniętych rzęs. Paliliśmy w milczeniu, spoglądając jedynie na siebie. Napięcie, oplatając każdą moją część ciała, zmusiło żebym zbliżyła się do ciebie. Usiadłam ci na kolanach, wtedy się rozluźniło. Jak zwykle rozbawiłeś mnie, zagadałeś bystrym spostrzeżeniem. To było chwilowe. Nie mogłeś się tak długo opanowywać, to nie możliwe gdy czujesz mój słodki zapach, gdy przypadkowo ocierasz się twarzą o moje gładkie, jasne policzki, gdy jesteś tak blisko mojego całego ciała. Teraz dostrzegłam że ogoliłeś zarost, że w rzeczywistości planowałeś mnie zaprosić, wiedziałam że zaraz wydarzą się rzeczy, za które, możemy mieć tylko nadzieje, że nie zostaniemy potępieni. I nagle poczułam, że wzmaga działanie narkotyku, który mi podałeś. Odgięłam szyje do tyłu, przymrużonymi oczami, wędrowałam po śliskiej ścianie. Podtrzymałeś moje plecy, żebym nie upadła i łagodnie zacząłeś całować moją szyję. Fala dreszczy, zaschnięte wargi, moje ręce zaczęły same wędrować po twojej głowie, mierzwiąc włosy. Daj mi oszaleć w Twoich dłoniach, daj mi umrzeć w trakcie pocałunków. Odpływałam powoli, ale prawdziwie i już na samym końcu wątłej świadomości. Przy każdym zamknięciu oczu przenosiłam się z tobą w inne miejsce, bez grawitacji i kolorów, w doskonałą próżnie, w której była tylko przyjemność, którą mnie okładałeś. Nic poza tobą i mną, w zamroczonym uniesieniu. Mój słodki kochanku, twoja ręka schodziła coraz niżej, wdarła się, omijając zręcznie wszystkie warstwy ubrań, zatrzymała się na gorącym celu, między moimi udami. To co zaczęłam czuć było doskonałe, nie miałam odwagi cię zatrzymać, chciałam ciebie więcej. Podniosłeś mnie i położyłeś na łóżku. Błogość, rozpalenie i podniecenie nie minęły nawet na chwilę. Narkotyk unosił mnie ponad pościel. Włączyłeś ‘’Kashmir’’ Led Zeppelin, poczułam, jakbym cofnęła się w czasie do lat 70. Moje uwielbienie, wiesz o mnie wszystko, wiesz jak mnie rozpalić. Powoli zacząłeś mnie rozbierać, całując każdą odsłanianą część ciała. Zawahałeś się tylko przy dolnej partii bielizny. Nie na długo, ucałowałeś miejsce mojej świętej kobiecości i odsłoniłeś je całe, po czym sięgnąłeś po oliwkę. Zaatakowało mnie zimne uderzenie oleistej cieczy, którą już po chwili wmasowywałeś w skórę. Byłeś już nagi i ocierałeś się o mnie, ślizgałeś po mym całym ciele. Poczułam idealną harmonię, Twoje wyrzeźbione ciało, tak bardzo pasuje do mojego. Zbliżała się coraz większa fala gorąca, kiedy czułam, że tak mało brakuje, abyś wszedł we mnie. Płonęłam żywym ogniem, nie liczyło się nic poza twoim uściskiem, twoją miłosną pasją, namiętnością. Zrobiłeś to tak doskonale, tak naturalnie. Uczucie nie do opisania. Wszystko w środku zaczęło pulsować, każdy element wewnątrz mnie domagał się ciebie. Najdoskonalszy kochanku, potrafisz doprowadzić do szaleństwa, do nieopisanej rządzy. Czas stanął w miejscu. Dotykałeś mnie tak głęboko, tak namiętnie, perfekcyjnie, dbając o każdą część erogenną. Działanie narkotyku tylko wzmagało wszystko. Byłam moimi organami, byłam wypełniona czystą przyjemnością, wzniesiona na piedestał doskonałości. Nie myślałam, jak cię poznałam, że będziesz zdolny do czegoś takiego, że możliwe jest poczuć cząstkę erotycznej boskości. Obudziłeś we mnie demoniczność, poczułam się najseksowniejszą kobietą, chodzącą po ziemi. Pchnęłam cię na plecy aby chociaż na chwilę cię zdominować, poddałeś mi się bez oporu. Było ci zbyt dobrze abyś mógł się sprzeciwić. Seans trwał bez końca, cały czas czułam jak się zwężam i rozciągam, jakbym cały czas odczuwała orgazm. Twoje ruchy raz szybsze, delikatniejsze, raz głębokie i wolne, pozwalające się delektować. Teraz myślę jak bardzo chciałabym wrócić do wczorajszego wieczoru, jak wiele razy będę chciała to z tobą powtórzyć i uśmiecham się na myśl, że powtórzymy wielokrotnie, że tylko ja mogę tego doświadczać, tylko z tobą. Orgazm niczym wybuch bomby nuklearnej. Poczułam go w całej sobie, aż po czubki palców u stóp. Mój najdroższy i niepowtarzalny, śmiertelny boże seksu. Moja rozpustna miłości. Nie oddam Cię nigdy nikomu, nie odejdę, wolę umrzeć. Jeszcze dwa razy czułam to samo, dwa razy doszliśmy w tym samym momencie. Czy to nie przeznaczenie? Wieczorna noc namiętności, najprawdziwszej, szczerej miłości. Całkowitego oddania, odsłoniętej nagości. Jestem przed tobą najbardziej naga jak tylko można, chciałabym jeszcze bardziej się obnażyć, ale chyba już to nie możliwe. Najdroższy. Kochaj mnie całe moje życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz