sobota, 29 stycznia 2011

kochany z okazji twoich 21 urodzin życzę ci :

żeby spodobało ci się w nowej szkole, żebyś mógł mi opowiadać co robić jak ktoś dostaje ataku padaczki, albo jak wypływają mu z ciała wnętrzności, po tym jak przejechała go i przepołowiła ciężarówka

żebyś zawsze miał we mnie wsparcie, mógł na mnie liczyć, żebym była przy tobie zawsze kiedy będziesz potrzebował

żebyś był coraz bardziej zadowolony z tego jak grasz na perkusji (chociaż ja już jestem z ciebie dumna i uwielbiam patrzeć na ciebie jak grasz, nawet jak wypadają ci pałki z rąk)

żebym była częściej twoją słodką kruszynką niż wredną zołzą

żebyś miał tyle w bajcepsie, ile tam sobie wymarzyłeś

żebyś wreszcie miał swojego pieska haskiego, którego nazwiesz Chmurka, albo najlepiej żebyśmy razem mieli tego psa w naszym wspólnym mieszkaniu (ach ponosi mnie fantazja)

właśnie! żebyś mógł ze mną spełniać swoje wszystkie fantazje

żebyśmy tym razem w wakacje pływali po zmierzchu, nago w jeziorze

żebym dalej potrafiła cię mile (i tylko mile) zaskakiwać

żebyśmy w końcu, z zespołem, zrobili koncert i żeby kobiety rzucały w ciebie stanikami… nie…no może bez tego „i…”

żeby twoja babcia już nie wołała cię rano kiedy leżysz sobie (ze mną lub bez) pod ciepłą kołderką

żebyś zawsze, tak jak dotąd, potrafił znaleźć wyjście z trudnych sytuacji

żeby nigdy nie opuścił cię twój powalający urok osobisty (chociaż w to wątpię, to jednak zaznaczam na wszelki wypadek, żeby się tak nie stało)

żebyś w końcu napił się z moim tatą, żebyście się lepiej poznali i zagrali w herosa

żebyś kupił sobie najlepsze naciągi jakie tylko mógłbyś chcieć

żebyś już zawsze był przy mnie szczęśliwy i żebym nie była już aż tak porywcza (tzn. nie biła cię, nie krzyczała, nie wyzywała, nie mówiła że idę do domu, nie rzucała w ciebie tym co pod ręką)

żebyśmy jak najszybciej powtórzyli noc z seksem na zbaku

żebyśmy jak najczęściej mogli się przytulać, zasypiać w objęciach i budzić się obok siebie

żeby nie wyczerpały się moje super pomysły na to jak sprawić ci przyjemność

żebyśmy zaczęli razem biegać, jak tylko zrobi się ciepło

żeby te wakacje były najlepszymi wakacjami w naszym życiu, żebyśmy mogli pojechać gdzie tylko zechcemy i na ile chcemy

żebyś nauczył się dzielić banana na trzy równe części

żeby Zygfrydek był długowiecznym szczurkiem (pozdro dla niego)

i żebyśmy już zawsze trzymali się razem <3

cholera, miało być 21 a wyszło trochę z hakiem, ale co tam
no i że no ten…to tak na początek

piątek, 28 stycznia 2011

4

Już nie musisz się niczego bać , nie opuszczę cię , nie skrzywdzę , nie ucieknę. Możesz czuć się bezpieczny w moich objęciach , tak jak sam dzisiaj powiedziałeś. I ufać mi. Jestem pewna. Ja też już się nie obawiam.
A teraz jestem dalej myślami w błękitnym peugeocie. Kto kogo uwiódł ? Będę skromna i napiszę , że ty , jako że masz do tego niezwykły talent. A ja jestem Twoją największą ofiarą.
“maybe this time tomorrow
or it may be today
It is now alright
Now it's better
Now we'll know
Now you'll know what I have done.” Sigur Rós
Ale to ja rozbudziłam twoje pragnienie. Powiedziałam co bym zrobiła , gdyby był samochód , ciemny zaułek , ty i ja tak blisko. Zanim , zaskoczona zobaczyłam jak kładziesz kluczyki na stolik między nami. Oczywiście mogłam cofnąć niebanalne zaprzysiężenie, bo w końcu nie zmusiłbyś mnie , ale jak mogłabym nie zrobić tego na co tak bardzo miałam ochotę , patrząc na ciebie , wędrując wzrokiem po konturze twojej sylwetki , słuchając jak mówisz do mnie swoim niskim , brudnym głosem.
“I wanted to know
What I have done
I wanted to know
It's bad”
Wszystko nam podpowiadało , że zrobimy coś złego tego wieczoru. Tylko , że ja już nie uważam , że to złe. Czuję się już w tym tak dobrze , tak swobodnie i naturalnie. Wszystko dzięki uczuciu. Czuję się wręcz zobowiązana zaspokajać ciebie i spełniać pragnienia , jakbyś był w jedności ze mną. Robię przyjemność samej sobie. To już nie jest zwykłe zaspokajanie , ciekawość , potrzeba cielesności , chuć. To bezpieczeństwo , akt miłosny , splatanie się w jedno. Znamy się już tak dobrze , nie musimy nic przed sobą chować.
– Jesteś idealna , masz w sobie wszystko , co podnieca mnie w kobiecie. – I jak tu odmówić?

niedziela, 23 stycznia 2011

3

“It could be
So nice
So nice
So nice”
Piosenka Vincenta Gallo leciała niewinnie w tle, bardzo niewinnie i subtelnie, owijając nas swoim szelestem. Przy takich piosenkach powinno się zamykać oczy i zasypiać w czyjś objęciach. Wpłynęła jednak inaczej na dwoje siedzących na kanapie. – Rozbierz się i zatańcz przede mną, w samej bieliźnie. Chcę mieć o czym śnić, dzisiejszej nocy. - Po tej niespodziewanej prośbie poczułam lekkie zawstydzenie. – A co jeśli nagle ktoś wejdzie do pokoju?
– Zerwę się szybko i cię zasłonię.
– Wstydzę się, nie czuję się dzisiaj pewnie.
– Najsłodsza, jesteś doskonała, seksowna, masz magiczne ciało, proszę cię, zrób to dla mnie, zatańcz chociaż chwilę.
“It could be
So nice
Nice
Niiiice”
Rozebrana, na podłodze, spełniłam jego prośbę. Wstałam i odwróciłam się do niego tyłem, dalej tańcząc. Chwycił mnie i zaczął delikatnie całować po plecach, schodził coraz niżej. Jego ciepłe dłonie dotykały moich ud, oplotły mnie między nimi. Zapomniałam się, kolejny raz, w jego rozkosznym dotyku. Przyciągnął mnie bliżej, położył plecami na sobie, dalej wędrując dotykiem po całym ciele. Zamknął mi oczy i tylko dotykał. A ja rozpływałam się i nie potrafiłam nie dyszeć, nie wić się w gorączce, w jego ramionach.
“Oh darling
You're my darling
I can take you away
I can wonder with you
Wonder everyday
And darling
I can see you
When I close my eyes
And in my dreams
You're always there”
Odwróciłam się, twarzą do niego i już nie mogłam się powstrzymać, pragnęłam tylko jednego.

piątek, 21 stycznia 2011

2

Uwielbiam chwile zapomnienia przy tobie. Momenty w których jesteśmy obok siebie i nie potrzebujemy niczego więcej. Kiedy otaczasz mnie całą, kiedy nic innego nie istnieje. Uwielbiam jak wąchasz moją skórę i po sekundzie nie wytrzymujesz…obezwładniasz mnie, nie pozwalasz mi się ruszyć, wyrażasz całym swoim ciałem, jak bardzo się mną napawasz, jak bardzo na ciebie działam, jak bardzo chcesz mnie zatrzymać przy sobie. Już ponad rok jesteśmy razem, a dalej zachowujemy się jakbyśmy dopiero co się poznali i odkrywali od początku, jeszcze nie przyzwyczajeni do siebie, jeszcze nie znudzeni, wręcz coraz bardziej i częściej pragnący bliskości. Uwielbiam leżeć obok Ciebie, patrzeć jak odpoczywasz z przymrużonymi oczami, wypuszczając dym z papierosa, delektować się twoją seksowną męskością, dotykać twojej gładkiej, przyjemnej skóry. Uwielbiam cię całego.. całować, pieścić, głaskać. Uwolniłeś śpiącą we mnie kobietę, przekonałeś do wszystkiego co było dla mnie odtrącające. Już nie wzdryga mnie widok nagiego mężczyzny, mam ochotę sprawiać ci przyjemność, w każdy sposób, doprowadzać cię do szaleństwa. Przy tobie uwolniłam siebie i swoją seksualność. Uzależniłam się od ciebie, jak od nikogo, nigdy. Jestem niewolnicą twojej czułości i namiętności, twoich prawdziwie rozkosznych słów. Jesteś już częścią mnie, jesteś wpisany w moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. I nikt inny nie ma dla mnie takiego znaczenia i nie będzie miał nikt, nigdy.

sobota, 15 stycznia 2011

1


A zaczęło się tak niewinnie…nie, zaraz. Byłam zła, wściekła. Złość i nienawiść wzbierały się we mnie, niczym niszczycielska fala atakująca okręt. Byłam opętana. Łajdak! Palant! Wyzwiska przychodziły z taką łatwością. Kobieta przed okresem jest jednym, olbrzymim, czerwonym guzikiem, ładunkiem wybuchowym. Smsy od ciebie denerwowały jak nigdy, teraz, sama nie wiem dlaczego. Wtedy myślałam tylko jaką twoją część ciała wyrwałabym, rozerwała i zjadła. Och tak. Dlaczego to wszystko? Bo pragnęłam cię tak bardzo, a ty? Czemu zawsze droczysz się w taki sposób, że moja skóra skręca się boleśnie na mym całym ciele. Na co jednak były te nerwy. Chciałeś mnie tak samo jak ja ciebie. Może nawet bardziej. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardziej... Wezwałeś mnie do siebie, do swojej sypialni, którą wypełniał zapach twoich męskich perfum od Lacoste, które działają na tobie, niczym afrodyzjak. Wracając jednak do początku, tego desadowskiego wieczoru – zaczęło się niewinnie. Chciałam powiedzieć, ile złości we mnie uwolniłeś, ale już nie widziałam w tym sensu, ani nie miałam ochoty. Kolejny kobiecy absurd: złość tryska z nas niczym oranżada z wstrząśniętej butelki, dopiero co otworzonej, jednak wystarczy moment i wysychamy w oka mgnieniu, niczym wystawione na słońce. Przytulne jest mieszczenie się w absurdzie. Znowu uszło ci na sucho, zapomniałam czym jest złość, zawsze po krótkim czasie zapominam, zawsze zrobisz coś, przez co zapomnę. Poszedłeś zrobić zielonej herbaty, mogłaby nosić nazwę ‘’pożądanie’’, wiedziałabym wtedy, że mogę obwinić napój, za to co działo się potem. Herbata jednak była niewinna, na pewno, nazywała się ‘’sen leśny’’. Usiadłeś i poprosiłeś żebym podeszła bliżej, na stoliku leżało coś co przekonało by mnie, w obecnej chwili, do spełnienia twoich wszystkich żądań. Ty jednak nigdy nie żądasz, Twoja perswazja jest na doskonalszym poziomie, nie ma w niej nikczemności. Oboje wiemy że nie musisz i nie chcesz mnie do niczego zmuszać. Popatrzyłam się na ciebie jeszcze raz, trzymałeś już w ręku, narkotyki na które się tak czaiłam. Podałeś mi starannie zwiniętego skręta i odpaliłeś zapalniczką tak, żebym poczuła się jeszcze bardziej kobieca. Wciągnięta substancja rozpełzła się po całych płucach, wyścielała je i tuliła. W końcu wypuściłam kapryśny dym, który owinął się wokół moich podwiniętych rzęs. Paliliśmy w milczeniu, spoglądając jedynie na siebie. Napięcie, oplatając każdą moją część ciała, zmusiło żebym zbliżyła się do ciebie. Usiadłam ci na kolanach, wtedy się rozluźniło. Jak zwykle rozbawiłeś mnie, zagadałeś bystrym spostrzeżeniem. To było chwilowe. Nie mogłeś się tak długo opanowywać, to nie możliwe gdy czujesz mój słodki zapach, gdy przypadkowo ocierasz się twarzą o moje gładkie, jasne policzki, gdy jesteś tak blisko mojego całego ciała. Teraz dostrzegłam że ogoliłeś zarost, że w rzeczywistości planowałeś mnie zaprosić, wiedziałam że zaraz wydarzą się rzeczy, za które, możemy mieć tylko nadzieje, że nie zostaniemy potępieni. I nagle poczułam, że wzmaga działanie narkotyku, który mi podałeś. Odgięłam szyje do tyłu, przymrużonymi oczami, wędrowałam po śliskiej ścianie. Podtrzymałeś moje plecy, żebym nie upadła i łagodnie zacząłeś całować moją szyję. Fala dreszczy, zaschnięte wargi, moje ręce zaczęły same wędrować po twojej głowie, mierzwiąc włosy. Daj mi oszaleć w Twoich dłoniach, daj mi umrzeć w trakcie pocałunków. Odpływałam powoli, ale prawdziwie i już na samym końcu wątłej świadomości. Przy każdym zamknięciu oczu przenosiłam się z tobą w inne miejsce, bez grawitacji i kolorów, w doskonałą próżnie, w której była tylko przyjemność, którą mnie okładałeś. Nic poza tobą i mną, w zamroczonym uniesieniu. Mój słodki kochanku, twoja ręka schodziła coraz niżej, wdarła się, omijając zręcznie wszystkie warstwy ubrań, zatrzymała się na gorącym celu, między moimi udami. To co zaczęłam czuć było doskonałe, nie miałam odwagi cię zatrzymać, chciałam ciebie więcej. Podniosłeś mnie i położyłeś na łóżku. Błogość, rozpalenie i podniecenie nie minęły nawet na chwilę. Narkotyk unosił mnie ponad pościel. Włączyłeś ‘’Kashmir’’ Led Zeppelin, poczułam, jakbym cofnęła się w czasie do lat 70. Moje uwielbienie, wiesz o mnie wszystko, wiesz jak mnie rozpalić. Powoli zacząłeś mnie rozbierać, całując każdą odsłanianą część ciała. Zawahałeś się tylko przy dolnej partii bielizny. Nie na długo, ucałowałeś miejsce mojej świętej kobiecości i odsłoniłeś je całe, po czym sięgnąłeś po oliwkę. Zaatakowało mnie zimne uderzenie oleistej cieczy, którą już po chwili wmasowywałeś w skórę. Byłeś już nagi i ocierałeś się o mnie, ślizgałeś po mym całym ciele. Poczułam idealną harmonię, Twoje wyrzeźbione ciało, tak bardzo pasuje do mojego. Zbliżała się coraz większa fala gorąca, kiedy czułam, że tak mało brakuje, abyś wszedł we mnie. Płonęłam żywym ogniem, nie liczyło się nic poza twoim uściskiem, twoją miłosną pasją, namiętnością. Zrobiłeś to tak doskonale, tak naturalnie. Uczucie nie do opisania. Wszystko w środku zaczęło pulsować, każdy element wewnątrz mnie domagał się ciebie. Najdoskonalszy kochanku, potrafisz doprowadzić do szaleństwa, do nieopisanej rządzy. Czas stanął w miejscu. Dotykałeś mnie tak głęboko, tak namiętnie, perfekcyjnie, dbając o każdą część erogenną. Działanie narkotyku tylko wzmagało wszystko. Byłam moimi organami, byłam wypełniona czystą przyjemnością, wzniesiona na piedestał doskonałości. Nie myślałam, jak cię poznałam, że będziesz zdolny do czegoś takiego, że możliwe jest poczuć cząstkę erotycznej boskości. Obudziłeś we mnie demoniczność, poczułam się najseksowniejszą kobietą, chodzącą po ziemi. Pchnęłam cię na plecy aby chociaż na chwilę cię zdominować, poddałeś mi się bez oporu. Było ci zbyt dobrze abyś mógł się sprzeciwić. Seans trwał bez końca, cały czas czułam jak się zwężam i rozciągam, jakbym cały czas odczuwała orgazm. Twoje ruchy raz szybsze, delikatniejsze, raz głębokie i wolne, pozwalające się delektować. Teraz myślę jak bardzo chciałabym wrócić do wczorajszego wieczoru, jak wiele razy będę chciała to z tobą powtórzyć i uśmiecham się na myśl, że powtórzymy wielokrotnie, że tylko ja mogę tego doświadczać, tylko z tobą. Orgazm niczym wybuch bomby nuklearnej. Poczułam go w całej sobie, aż po czubki palców u stóp. Mój najdroższy i niepowtarzalny, śmiertelny boże seksu. Moja rozpustna miłości. Nie oddam Cię nigdy nikomu, nie odejdę, wolę umrzeć. Jeszcze dwa razy czułam to samo, dwa razy doszliśmy w tym samym momencie. Czy to nie przeznaczenie? Wieczorna noc namiętności, najprawdziwszej, szczerej miłości. Całkowitego oddania, odsłoniętej nagości. Jestem przed tobą najbardziej naga jak tylko można, chciałabym jeszcze bardziej się obnażyć, ale chyba już to nie możliwe. Najdroższy. Kochaj mnie całe moje życie.