“It could be
So nice
So nice
So nice”
Piosenka Vincenta Gallo leciała niewinnie w tle, bardzo niewinnie i subtelnie, owijając nas swoim szelestem. Przy takich piosenkach powinno się zamykać oczy i zasypiać w czyjś objęciach. Wpłynęła jednak inaczej na dwoje siedzących na kanapie. – Rozbierz się i zatańcz przede mną, w samej bieliźnie. Chcę mieć o czym śnić, dzisiejszej nocy. - Po tej niespodziewanej prośbie poczułam lekkie zawstydzenie. – A co jeśli nagle ktoś wejdzie do pokoju?
– Zerwę się szybko i cię zasłonię.
– Wstydzę się, nie czuję się dzisiaj pewnie.
– Najsłodsza, jesteś doskonała, seksowna, masz magiczne ciało, proszę cię, zrób to dla mnie, zatańcz chociaż chwilę.
“It could be
So nice
Nice
Niiiice”
Rozebrana, na podłodze, spełniłam jego prośbę. Wstałam i odwróciłam się do niego tyłem, dalej tańcząc. Chwycił mnie i zaczął delikatnie całować po plecach, schodził coraz niżej. Jego ciepłe dłonie dotykały moich ud, oplotły mnie między nimi. Zapomniałam się, kolejny raz, w jego rozkosznym dotyku. Przyciągnął mnie bliżej, położył plecami na sobie, dalej wędrując dotykiem po całym ciele. Zamknął mi oczy i tylko dotykał. A ja rozpływałam się i nie potrafiłam nie dyszeć, nie wić się w gorączce, w jego ramionach.
“Oh darling
You're my darling
I can take you away
I can wonder with you
Wonder everyday
And darling
I can see you
When I close my eyes
And in my dreams
You're always there”
Odwróciłam się, twarzą do niego i już nie mogłam się powstrzymać, pragnęłam tylko jednego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz